Trochę osobiście

Rok minął, jak jeden dzień

admin2 comments1125 views
 Właśnie mija rok, odkąd zaczęłam remont naszego Domku dla lalek, te dwanaście miesięcy na zawsze zmieniły moje wyobrażenie o Grecji, Grekach i tutejszych przyzwyczajeniach.

Fachowcy, czyli walka z wiatrakami
Dom kupiliśmy w kompletnej rozsypce, kiedy wysłałam pierwsze zdjęcia mojemu bratu, to cytuję: “siostra, te zdjęcia wyglądają, jak planu horroru”, niech da to Wam wyobrażenie, przez co musieliśmy przejść. Ekipa fachowców, pod wodzą Lambrosa, inżyniera budownictwa z Albanii, wzięła się dość żwawo do pracy – niemal, jak Europejczycy. Koniec końców, po 6 tygodniach dom był niemal skończony – brakowało łazienki, gdyż tę chcieliśmy zrobić w formie przybudówki do domu, a pozwoleniem zajął się  Vangelis – przesympatyczny architekt, mówiący płynnie po angielsku, co znacznie ułatwiało komunikację. Niestety, praca tego drugiego polegała na tym, że przychodził do nas na kawę i zwierzał się ze swoich kłopotów rodzinnych. Czas mijał nieubłaganie, nastał listopad – a my cały czas bez łazienki – potrzeby fizjologiczne załatwialiśmy w tzw. chemicznej toalecie, co całkowicie spełniało swoje zadanie, ale na dłuższą metę było nie do zniesienia.
Vangelis, kiedy próbowaliśmy go nieco pośpieszać opowiadał nam, jakie to ma ciężkie życie, bo mu żona zmarła, bo ma kłopoty z córkami, bo jedna z nich się zakochała etc.. etc.. W końcu dotarło do nas, że tego pozwolenia, to on nigdy nie załatwi i trzeba sprawę rozwiązać inaczej. Poprosiliśmy kierownika budowy, żeby zrobił nam łazienkę w środku – wygospodarowaliśmy na ten cel metr bieżący pokoju na dole i było całkiem ok.
Zaczęła się przebudowa i już nie szła w tempie europejskim, a iście greckim stylu.  W tym czasie nauczyliśmy się kilku rzeczy, a przed wszystkim tego, ze pojecie czasu w Grecji nie istnieje. Umawiasz się z kimś, a on i tak przyjdzie – albo i nie przyjdzie – kiedy będzie miał ochotę. Jak już przyjdzie – to nie znaczy wcale, że będzie pracować. Fachowiec grecki zaczyna dzień od sprawdzenia pogody – wiem to z autopsji, gdyż z różnych przyczyn w tym roku przez 9 dni mieszkałam u mojego kierownika budowy. Dzień zaczynał od sprawdzenia pogody w komórce i mówił mi wówczas, czy przyjdzie do nas do pracy, czy też nie.
Grecki fachowiec, kiedy jakimś cudem trafia już na budowę, pije podaną mu kawę – co poniektórzy przychodzą z własną – i…. patrzy w niebo. Kiedy nie jest ono błękitne, tzn. może być na nim kilka chmur – wówczas reakcja jest taka:
– będzie padać, wracam do domu.
I nie ma takiej opcji, by go zatrzymać. Bez znaczenia jest również fakt, że z białych chmur nie spada ani jedna kropla deszczu. Nie ma niebieskiego nieba i koniec!
Mistrzem jest niejaki Konstantin, który miał malować łazienkę – rzecz jasna w środku. Przyjechał, kiedy była lekka mżawka. Zostawił narzędzia, wypił kawę, zapalił papierosa i … pojechał.
Na pytanie, dlaczego, nie będzie malować? odpowiedział, że przecież pada! a jak pada, to on śpi!
Godziny pracy greckich fachowców też są ciekawe. Pracusie pojawiają się już o 8.30, ci bardziej leniwi około 10, ale zarówno jedni, jak i drudzy – kończą pracę z wybiciem godziny 14. Teoretycznie idą coś zjeść, ale jak im dawałam obiad w domu – naiwnie sądząc, że w jakiś sposób ich przytrzymam dłużej – po prostu go zjadali i wracali do siebie.
Kwestię bezpieczeństwa na budowie skwituję tak: wszystkie memy i zdjęcia, które widzieliście w internecie to mały pikuś, w porównaniu z życiem codziennym. Fachowcy w Grecji po prostu nie wiedzą, że można uniknąć wypadków, dla nich, to rzecz codzienna i normalna. Niemal każdemu z nich brakuje jakiegoś palca, a czasami nawet kilku… U nas w ogrodzie przez 2 tygodnie była taka dziura zrobiona przez nich, oczywiście – niczym kompletnie niezabezpieczona.
Koniec końców, dokładnie 31 grudnia łazienka była skończona. Było cudownie! Kupiliśmy pralkę i wreszcie mieliśmy ciepłą wodę. Pełen luksus. Aż do 17 stycznia, kiedy przez nasze życie przeszedł kataklizm, ale wszystko wróciło do normy po dziewięciu dniach. Wybaczcie, ale o kataklizmie przeczytacie  innym razem.
Sąsiedzi
Nie przestają mnie zadziwiać. Podziwiam ich serdeczność, przyjaźń, w najtrudniejszych momentach można na nich liczyć. Podzielą się wszystkim, co mają. Niesamowici ludzie mieszkają na Samos! Nie pamiętam, kiedy ostatni raz kupiłam jajka – dostaję je od Stamatisa, Marii, Peryklisa, Gianissa, czy pomidory, czy bakłażany, kabaczki, ba! nawet oliwę, tej ostatniej nie kupiłam jeszcze nigdy… Wczoraj np. dostałam ser kozi…
Język grecki

Nie jest przyjazny, ale po roku nauki mogę powiedzieć, że porozumiewam się w tym trudnym języku. Co prawda mówię tak, jak oficer brytyjski Crabtree w pamiętnym serialu Allo Allo!, ale mówię! Uważam to za swój wielki sukces! A rozumiem prawie wszystko 😉 , wiem, prawie robi różnicę 😀 .

I najważniejsze – jestem tutaj bardzo szczęśliwa.

 

 

  • Marcin

    Wow, to juz rok ? 😉
    I tyle wspomnien, nowych fotografii i wspanialych przepisow – te ostatnie chodza mi po glowie 😉
    W takim razie HAPPY 1ST YEAR IN GREECE BIRTHDAY 🙂

Website is Protected by WordPress Protection from eDarpan.com.