Gotuj z Samosią

Plati jemisti kaciki czyli nadziewana kózka

admin1 comment413 views

Przyjaciele zaprosili nas na Wielkanoc i powiedzieli, że będzie tradycyjna potrawa samoska – plati jemisti kaciki, czyli nadziewana mała kózka. Zabrzmiało to nieco dla nas okrutnie i nieco barbarzyńsko – jeść kozę? Jeszcze do tego małą? No, ale cóż, tradycja, to tradycja. Trzeba się zebrać na odwagę i to zjeść.

Z pewną nieśmiałością dotknęliśmy talerza, tym bardziej, kiedy okazało się, że w środku niewinnej, małej kózki coś jeszcze jest. Niemal natychmiast skojarzyła mi się książka niezapomnianego Bohumiła Hrabala – “Obsługiwałem angielskiego króla”, gdzie władcy korowanemu zaserwowano nadziewaną innymi zwierzętami żyrafę…
Skosztowaliśmy… Stereotypy i uprzedzenia poszły w kąt. Prawdopodobnie w swoim życiu nie jadłam lepszego mięsa. Do tego to nadzienie! Niebo w gębie ma gorszy smak, niż ten środek! Cóż, żeby nie grzeczność, to pewnie byśmy wylizali talerze.
Czas płynął, a myśmy ciągle wracali naszym zmysłem smaku do koziny… W końcu poprosiłam Marię, moją Przyjaciółkę i kulinarnego przewodnika po greckich potrawach o teżne przepis. Okazuje się, że przyrządza się ją dwa dni – jednego dnia farsz, drugiego dnia pieczemy minimum 6 godzin.
A zatem – przedstawiam πλακί γεμιστη κατσικάκι, czyli nadziewana kózka.
Najpierw trzeba zamówić koźlinę u wybranego rzeźnika, zazwyczaj trwa to kilka dni. Trzeba tez powiedzieć, że to będzie właśnie ta potrawa, gdyż potrzebne będą nam jeszcze podroby.
Taka porcja mięsa kosztuje na Samos 30 euro, więc tanio nie jest.
W tym białym tłuszczu są pochowane – serce, nerka i inne specjały 🙂 .
Zaczynamy od płucek, które jako jedyne z podrobów potrzebują zagotowania we wrzącej wodzie – kroimy je na drobne kawałki.
Gotujemy je około 10 minut i odkładamy na talerz.
Resztę podrobów kroimy oddzielając tłuszcz na osobny talerzyk, jedna uwaga – z nerki ściągamy taką cieniutką skórkę – membrana.
tak “wyłuskujemy” nerkę z tłuszczu
Wszystko pokrojone na talerzu czeka na swoją kolejkę
Następnie robimy tzw. kieszonkę w kozinie, czyli jakimś cudem rozdzielamy – jest to łatwiejsze z racji tłuszczu w kozie. W praktyce – rozrywamy to palcami, gdzieniegdzie bardzo ostrożnie nadcinając nożem uważając, by nie zrobić dziury. To bardzo ważna czynność, gdyż tutaj właśnie będziemy wkładać nasz farsz.
Przygotowanie farszu.
Kroimy dwie duże czerwone cebule i szklimy na patelni, następnie dokładamy pokroje surowe podroby i nasze ugotowane płuca.
Dodajemy:
sól
pieprz czarny
ziele angielskie
koperek – na oko prawie pęczek
Wszystko mieszamy
Kiedy jest już podsmażone, wsypujemy ryż- oryginalnie na Samos nazywają go “żółtym” ryżem, z powodzeniem można go zastąpić ryżem do risotto. Chodzi po prostu o to, żeby się nie sklejał. Ryż to niecała szklanka – generalnie tę potrawę robiłyśmy z Marią “na oko”, ale starałam się uchwycić jakieś proporcje.
Mieszamy i dolewamy wodę, jednocześnie dosalając ryż.
Mieszamy niemal bez przerwy dolewając co i rusz trochę wody.
Maria kosztuje i wie, kiedy ryż jest miękki, ja po prostu widziałam, że po około 30 minutach nabrał znanej mi barwy i kształtu.
Farsz jest gotowy, teraz musi chwilę odstać, żeby wchłonął resztę wody i ostygł.
Nadziewanie kozy – jak to brzmi!!! 😉
Następnie bierzemy białą nić  i zaszywamy miejsca, gdzie niestety przedziurawiliśmy naszą kieszonkę w kózce, gdzie będziemy wsadzać mięso. Nić będzie nam jeszcze potrzebna.
Czekamy około godziny, aż farsz przestygnie i ryż wchłonie resztę wody.
Następnie solimy i pieprzymy kozę z obu stron, wsadzamy do zlewu i tam najwygodniej 😉  i wsadzamy farsz do kieszonki. Szycie było ważne, żeby farsz nie wypłynął.
Teraz, kiedy włożyliśmy farsz, zaszywamy kieszonkę – by farsz pozostał w środku.
Całość przekładamy do dużej miski i zostawiamy do następnego dnia – to się musi “przegryźć”.
Pieczenie
Układamy kozinę na blasze w piekarniku i obkładamy pozostałym z podrobów tłuszczem, wlewając nieco oliwy. Całość polewamy sosem pomidorowym – około pół litra.
Wsadzamy do piekarnika i pieczemy w temperaturze 180 stopni pod przykryciem – w tym przypadku mamy folię aluminiową.
Po 4 godzinach dokładamy pokrojone w talarki ziemniaki – z jednej strony – i pieczemy nadal przez kolejne 2 godziny. Przed upływem czasu – 6 godzin – gotujemy w garnku z odrobiną tłuszczu makaron w kształcie ryżu, odcedzamy i dodajemy z drugiej strony makaron. Mięso jest cały czas przykryte!
Pieczemy kolejne 30 minut i wreszcie, nasza potrawa jest gotowa!
Podajemy z białym, wytrawnym winem z Samos typu muscat 😉 . Niebo w gębie!
PS. po zjedzeniu tych pyszności – w pięć osób zjedliśmy 2/3 potrawy – Maria zapytała, czy jak zrobi królika, to czy zjem? 😉 😀 Podam zatem też przepis na królika 😀 .
  • Marcin

    O losie, to jak jakas operacja na stole chirurgicznym 😉
    Bardzo szczegolowe przygotowanie, bez przepisu nie da rady!
    Nigdy nie jadlem ‘koziny’!
    A tak przy okazji – poniewaz juz od wielu lat w Polsce nie mieszkam – czasem brakuje mi Polskich slow, i stad w moim slowniczku jest juz rowniez ‘owczyna’ i ‘krowina’ :-)))

Website is Protected by WordPress Protection from eDarpan.com.