Trochę osobiście

Nibyróża

admin275 views

Jako dziecko słyszałam o trąbach jerychońskich, bardzo się ich zresztą bałam. Było ich siedem i każda zapowiadała nieszczęście. Z czasem – czytaj z wiekiem – o trąbach i Apokalipsie świętego Jana zwyczajnie zapomniałam.

 Los lubi sprawiać niespodzianki, najbardziej nieprzewidywalne zdarzenia. Mieszkam na Samos, o rzut beretem od Selcuku w Turcji, miejsca, gdzie właśnie święty Jan żył, tworzył, umarł i tam został pochowany. Nie dość tego, jeśli wychylę nieco głowę z mojego domku, zobaczę Patmos, święte miejsce gdzie Ewangelista Jan dostał objawienia i opisał rzeczoną Apokalipsę i nieszczęsne trąby jerychońskie, które nadal mnie przerażają.
Jak przystało na wytrawną podróżniczkę, miejsca odwiedziłam i – postanowiłam zapomnieć o wszystkim, co “jerychońskie”.
Aż tu nagle, idę sobie z koleżanką Dimitrą po samoskich górach, towarzyszy nam pies, który obwąchuje wszystko, zwłaszcza takie nibykrzaczki, nibykwiatki – w górach roślinność jest nieco inna, taka trochę skarłowaciała. Od słowa do słowa, rozmowa z Dimitrą zeszła na roślinność pustynno-sawannową.
Tak sobie idziemy, rozmawiamy, piesek dalej wącha. Aż tu nagle, Dimitra nagle się mocno ożywia i zaczyna opowiadać ni mniej ni więcej, a o róży jerychońskiej.
– No bo wiesz, w każdym szanującym się greckim domu jest taka róża, nie można jej wyhodować w ogrodzie, ale MUSI być. Ona spełnia nasze życzenia.
Na początku nie bardzo wiedziałam, co ona mówi? Czy to legenda? Czy rzeczywistość? Czy wreszcie – mamy problem natury językowej i zwyczajnie się nie rozumiemy?
A Dimitra trajkocze zawzięcie o zbawiennym, niemal boskim działaniu róży jerychońskiej. Strzępki tego słowotoku, które do mnie docierały wyglądają tak:
– Ona jest sucha, ale musisz pomyśleć życzenie, tylko dotyczące twojej rodziny, ale nie może być materialne, wówczas wlewasz jedną kroplę wody na dzień i przez 21 dni róża kwitnie, a następnie z powrotem usycha. 
Taaaaa.
Czy to może ja zwariowałam? no przecież to jakieś bzdury, prawda?
Biedna Dimitra widząc, że nic a nic z tego wywodu nie mogę pojąć, sprawę róży zakończyła tak:
– Ty teraz Samianka jesteś, czyli Greczynka, to też taką różę musisz mieć, zamówię ci i za kilka dni dostaniesz, wówczas wszystko zrozumiesz. 
Miałam cichą nadzieję, że sprawa jakoś umrze śmiercią naturalną, ale nie. Po tygodniu dzwoni Dimitra i mówi, że ma dla mnie różę. Cóż było robić? Odebrałam kopertę i przyjechałam do domu.
Otworzyłam.
Obejrzałam.
Osławiona róża jerychońska skojarzyła mi się z uschniętym skrzypem polnym, słowem – nic specjalnego. W obawie przed zniszczeniem przez kota schowałam. O sprawie zapomniałam.
Nie na długo.
Niestrudzona Dimitra zadzwoniła po kilku dniach i pyta:
– Czy twoja róża już kwitnie? Bo moim zdaniem, to już jest jest zielona, prawda? 
O Santa Madonno, ta kobieta nigdy się nie poddaje… Tym razem instrukcje były krótkie i rzeczowe, nie było zmiłuj!
– Weź talerz głęboki, nalej do niego odrobiny wody i wsadź tam różę.
– Pomyśl życzenie, ale niematerialne, róża zacznie się rozwijać już po pierwszej nocy.
– I zmieni swój kolor 
– I podlewaj są codziennie przez 21 dni, a następnie ususz z powrotem. Twoje życzenia na pewno się spełnią.
Jak kazała, tak zrobiłam, a ja, kolejny raz przekonuję się, że Grecy to bardzo przesądny naród.
 Ot, taka moja róża jerychońska 😉 .
Dla przypomnienia inny tekst o zabobonach znajdziecie tutaj

Stawroproskiniseos czyli grecki zabobon

Website is Protected by WordPress Protection from eDarpan.com.