Trochę osobiście

Na imieninach

admin4 comments452 views

O tym, że obchodzimy imieniny w Grecji już pisałam tutaj Imieniny, także teraz napiszę o tym, jak to wygląda w praktyce.

 Imieniny to zarówno dla Polaków, jak i Greków bardzo ważna uroczystość. Możesz zapomnieć o urodzinach, ale jeśli nie złożysz życzeń imieninowych, to biada ci, biada! Z przyjaciela stajesz się znajomym, ze znajomego kimś obojętnym, słowem – wylatujesz z bliskiego grona przyjaciół. A dla Greków przyjaźń i lojalność jest najważniejsza. Człowiek, który wypadnie z kręgu swoich znajomych jest po prostu samotny, nieszczęśliwy, nikt zatem nie zaryzykuje tego i każdy stara się o tym święcie pamiętać.
Greckie imieniny w zasadzie nie różnią się od naszych. Podobnie, jak w Polsce, nie potrzebujesz zaproszenia, tylko po prostu przychodzisz do solenizanta. Gospodarz zazwyczaj nie wie, ile osób przyjdzie, musi być jednak przygotowany na każdą ewentualność – nie może zabraknąć krzeseł, picia, a już na pewno nie jedzenia! W Grecji bowiem jest istny kult jedzenia, o nim się mówi, podczas spotkań towarzyskich wymienia się przepisami, dyskutuje się, gdzie jest najlepsza wieprzowina na wyspie, kto wytwarza najlepszą oliwę, a także – u kogo rosną najlepsze pomarańcze.
Czytałam w książce “Błękitne niebo i czarne oliwki” autorstwa Johna Humphrys i Christophera Humphrys, że gospodynie strzegą swoich przepisów i z nikim się nimi nie dzielą – nie zgodzę się z tym. Właśnie podczas takich imienin poznaję nowe przepisy, wiele z nich już wypróbowałam i na pewno nie są “oszukane”.
Wczoraj byłam na imieninach u Emanuela – czyli po grecku Manolis 🙂 . Było to niezapomniane wrażenie. Impreza zaczynała się o dwudziestej wieczorem, a ja jako Polka, przyszłam oczywiście punktualnie. Byli gospodarze, ich syn i suto zastawiony stół z trunkami tak jakby spodziewali się, że pół wyspy do nich przyjdzie – oprócz tego stolika widocznego na zdjęciu było 15 litrów wina – trzy kartoniki pięciolitrowe. Gospodyni pokazała też mi przygotowane jedzenie w garnkach – i szczęka mi nieco opadła, gdyż nie wiedziałam, że ludzie w normalnych domach używają kociołków do gotowania 😀 . Jedzenia było dla pułku wojska, albo nawet dla całej armii 😀 .
Zastrzegła przy tym, że nie wie, czy przyjdzie ktokolwiek, czy pamiętają i nich i tak dalej. Oczywiście była to lekka prowokacja, oczywiście, że pamiętali!
Po godzinie przyszedł drugi gość, o wdzięcznym imieniu Agamemnon – greckie imiona nie przestają mnie zadziwiać. Porozmawialiśmy, na stół wjechały pierwsze przystawki – sery, papryka na ostro o konsystencji dżemu – odpowiednik naszej żurawiny do mięs, orzeszki. Po kolejnej godzinie zaczęli pojawiać się inni goście. Każdy coś przyniósł – zazwyczaj butelkę 😉 , jakie to polskie, prawda? – każdy się obcałował z każdym, zapytał, jak się czujesz, jak twoja rodzina, jak zdrowie – po uzyskaniu odpowiedzi następują pytania zwrotne, także proces witania się TRWA.
Około 22.30 gospodyni zarządziła, że JEMY. Każdy dostał talerz, widelec z nożem, serwetkę – i podchodził do tych wielkich garów i nakładał sobie porcje. Zdecydowanie w menu królowała wieprzowina podana na różne sposoby. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, jak przede mną wylądowały… nóżki w galarecie!
Słowem – zaczęła się prawdziwa impreza. I oczywiście dyskusje, których tematem przewodnim było oczywiście jedzenie: jak to zostało przyrządzone, ile czasu i w czym peklowali nóżki cielęce, jakich ziół użyli do kokorecza, kto zrobił baklawę etc.. Dyskusjom i poradom nie było końca, niczym nasze polskie dysputy polityczne 😉  – atmosfera chwilami była równie gorąca 🙂 .
Jeszcze kilka słów o tym, jak byliśmy ubrani… Otóż – bardzo dowolnie. Gospodarze co prawda byli ubrani skromnie, ale bardzo elegancko, natomiast goście – wolna amerykanka! Od rozlazłych swetrów do dwóch kreacji sylwestrowych 🙂 . Słowem – pełen luz!
Imieniny, jak w dobrej polskiej rodzinie, skończyły się późno po północy i znowu były całuski na do widzenia, uściski, etc…
PS. ogółem przyszło jakieś 25 osób, jak to dobrze, że moje imieniny wypadają centralnie w środku lata, ogródek pomieści…
  • Marcin

    Czyli niby bardzo podobnie, ale jednak trochę z innym akcentem 😉
    Jemy, jemy i jemy ;-))
    A teraz pora dla mnie na trochę sportu i zrzucenie tych nabytych w święta kilogramow 😉

  • Jolanta Szudy

    Wiem , że nie znasz greckiego , czy wszyscy Twoi znajomi – chociażby towarzystwo na imieninach – mówią po angielsku? Jak się dogadujecie – dyskusje o polityce to nawet trudny angielski ? Naprawdę myślimy o
    tak odważnej przeprowadzce – ale ??? Jest tyle znaków zapytania , dziękuję za odpowiedz i pozdrawiam serdecznie Jola z Boguchwały

    • Droga Jolu, już trochę ten grecki opanowałam, więc nie jest tak żle. Oprócz tego wiele osób zna lepiej lub gorzej angielski, więc nie ma problemu. Jeśli nie znasz angielskiego, to będzie Wam bardzo trudno. Masz pytania, to pisz. Pozdrawiam bardzo serdecznie

      • Jolanta Szudy

        Dziękuję za odpowiedz, też chciałabym napisać droga … ale nie znam Twojego imienia. Cieszę się ,że jesteś gotowa podzielić się ze mną doświadczeniami z codziennego życia na Samos . Wystawiamy na wiosnę dom do sprzedaży , poczekamy co będzie , jeszcze się zastanawiamy co do emigracji – ale jesteśmy bliżej na tak , niż na nie . Angielski znam komunikatywnie i myślę że greckiego też można się nauczyć. BARDZO , BARDZO podziwiam Was za odwagę w podjęciu decyzji o zamieszkaniu na Samos – gratuluję , zazdroszczę i pozdrawiam Jola

Website is Protected by WordPress Protection from eDarpan.com.