Trochę osobiście

Mrówki – decydujące starcie

admin1 comment257 views

Od kilku dni  walczę z mrówkami na wszystkie możliwe sposoby, a zaczęło się to tak.

Kilka tygodni temu przyszedł do mnie sąsiad Ganis i zapytał, czy nie chcę kupić trochę drewna na przyszłą zimę, bo jego kolega ma jeszcze jedną porcję do sprzedania. Pomyślałam, czemu nie? I tak przed latem chciałam kupić, by podeschło przed zimą.
Tego samego dnia przyjechała furgonetka drewna, sympatyczny pan, pił z moim mężem metaxę, a jego żona i córka w tym czasie rozładowały drewno 😀 , ot taki grecki zwyczaj 😉 .
Ponieważ robiliśmy podłogę w ogrodzie, całe drewno zostało umieszczone za domem i na płocie. Podłoga już co prawda jest skończona, ale drewno nadal tkwi poupychane gdzie się da, gdyż czekamy, aż stolarz zrobi nam drewutnię.
No, ale do rzeczy.
Trzy dni temu patrzę, a po mojej ścianie do góry, rządkiem idą sobie zamieszkać w moim dachu czarne małe stworki z łacińskiego zwane pachycondyla verenae, a bardziej znane pod nazwą mrówki….Zacisnęłam zęby i polałam je wodą, nic innego mi nie przyszło do głowy.
Po godzinie mrówki wróciły na swój szlak. Czynność powtórzyłam, po godzinie mrówki z powrotem się pojawiły.
Szalałam ze złości.
Biedny pies z kotami miotali się po ogrodzie usiłując schować się przed silnym strumieniem wody z pistoletu. Nie kończyłam oczywiście tylko na spłukaniu mrówek, dzielnie wszystkie topiłam i pilnowałam, żeby ich drobne ciałka trafiły do odpływu kanałowego.
Czynność powtórzyłam dnia następnego, gwoli ścisłości, mrówek była taka sama ilość.
I wówczas zdałam sobie sprawę z tego, że one przychodzą z tego drewna kupionego od gościa lubiącego metaxę.
Zaczęłam przekładać drewno i natrafiłam na trzy kawałki, będące … mrowiskiem.
Czyli, sama je sobie kupiłam 😀 .
No dobrze, mrowiskowe kawałki wylądowały na sąsiedniej niezamieszkałej działce, gdzie mróweczki na pewno znalazły sobie nowy domek, i dobrze. Podłogę w miejscu składowania umyłam, i dumna z siebie stwierdziłam, że wojna mrówczana wygrana! No bo, skoro drewno przełożone, podłoga umyta, to przecież koniec, prawda?
Trzeciego dnia – dzisiaj – patrzę rano, a te należące do rzędu błonkówek, podrzędu trzonkówek małe potwory nadal łażą po mojej ścianie. Mało tego, zaatakowały drugi róg domu. Czyli walka na dwóch frontach.
Tym razem poszłam po całości.
Najpierw woda. Dużo wody… Pies nauczył się już rozróżniać słowo uciekaj, bo wie, że potem będzie wielkie lanie. Koty zwyczajnie dały w długą 😀 .
No i oglądam na wszystkie możliwe sposoby to miejsce, a tu patrzę, a te błonkówko-trzonówki wlazły do mojej bugenwilli…
Na to już nie było litości.
Poszłam po spray na robactwo i wytłukłam wszystko, co się ruszało.
A te cholery, z drugiego rogu, potraktowałam najpierw szlauchem, potem spray, potem ścieżki posypałam proszkiem do pieczenia – domowy sposób na pozbycie się mrówek i mam nadzieję, że mam spokój.
Od dwóch godzin pojawiają się tylko niedobitki, na które czyham ze sprayem w ręku, a drewna od sąsiada już nigdy nie kupię 😉 .
  • Marcin

    Proszek do pieczenia przebil wszystko :-)))

Website is Protected by WordPress Protection from eDarpan.com.