HistoriaMiastaPlażeWarte zobaczenia

Ikaria – czyli w świecie równoległym

admin3 comments688 views

Ikaria, to jedna z czterech wysp należących do prowincji Samos, ze stolicą w Agios Kirykos. To oddalone zaledwie 10 mil morskich od Samos miejsce znane jest z długowieczności mieszkańców – codziennością są osoby, które żyją ponad 100 lat, z tego, że przez wiele lat była miejscem zesłań zwolenników lewicy, a także z tego, że wg mitologii to tutaj właśnie zatonął Ikar lecąc ze swoim ojcem Dedalem.

 Przypłynęłam na Ikarię w przeddzień sierpniowej pełni księżyca, by wraz z przyjaciółmi pełnić rolę strażników w miejscowym muzeum archeologicznym – podlega pod Samos. Tradycją już bowiem się stało, że w tę noc otwierane są wszystkie muzea dla zwiedzających, a dyrekcja muzeum przygotowuje też piękne koncerty – w tym roku na Ikarii słuchaliśmy … nokturnów Chopina 😀 , co było bardzo miłym, polskim akcentem.

Ikaria … zaskakuje. To chyba najwłaściwsze określenie. Przed przyjazdem usiłowałam zarezerwować samochód przez internet – nie było takiej opcji, gdyż wypożyczalnie nie mają swoich stron internetowych. Jest ich zresztą raptem 3 – w tym jedna znajduje się w restauracji Masallah 😀 . Niby wszystko tak samo, jak na Samos, ale jednak inaczej.

Tak czy owak, pierwszego dnia samochodu nie było, pozostał nam więc transport publiczny – bądź taksówki. Niby proste, a jednak – niekoniecznie na Ikarii…

Autobusy publiczne co prawda są, ale odjeżdżają raz dziennie w określone miejsce i to w okolicach ósmej rano, myśmy zaś przypłynęli do Agios Kirykos w porze sjesty 😀 co było naszym ewidentnym i wręcz niewybaczalnym błędem.

Cóż zatem robić? Agios Kirykos nie jest największym miejscem na świecie, można je przejść w pół godziny wszerz i wzdłuż, samochodu nie ma, autobusu też nie ma – taksówek ani śladu. Wiadomo, sjesta. Po kilku intensywnie wykonanych telefonach dyrektora muzeum, pojawiła się taksówka, która zawiozła nas do pobliskich wód termalnych – takie tutejsze SPA.

Wsiedliśmy do taksówki, ja naiwnie pytam o włączenie taksometru 🙂 spotykając się z wielkim zdziwieniem kierowcy.

– no przecież WSZYSCY wiedzą, że kurs do term kosztuje pięć euro – pada odpowiedź. Już w ciszy jedziemy dalej. Po kilku minutach dojeżdżamy, nieśmiało pytam o możliwość powrotu. Po sjeście możecie zadzwonić – pada zdecydowana i niepodlegająca dyskusji odpowiedź.

Nic to, będziemy się tym martwić później. Myślę sobie – na pewno się znajdzie jakiś transport, w końcu Ikaria to nie koniec świata, prawda?

20160817_162355_resized

Popluskaliśmy się w gorących źródłach – woda w jaskini, gdzie są źródła, ma temperaturę powyżej 40 stopni Celcjusza (!) i po dwóch godzinach postanowiliśmy powoli wracać, gdyż o siódmej otwierali jeden z kościółków na mszę, a koniecznie chcieliśmy obejrzeć znajdujące się w nim freski z XVII wieku. Była godzina piąta po południu. Jak okiem sięgnąć, w okolicy nie było żadnych taksówek. O wpół do szóstej zaczęliśmy już przestępować nieco z nogi na nogę, kolejny kwadrans mija – my nadal tkwimy na miejscowym skwerze w sierpniowym skwarze. Pada propozycja:
– może wrócimy do Kirykos piechotą? Brak zrozumienia wśród towarzyszy podróży. Czekamy zatem dalej. Jakoś tuż przed szóstą pojawia się na horyzoncie mały stateczek – nasze wybawienie. Okazuje się, że to też miejscowa forma transportu. Pakujemy się do środka, płyniemy do “stolicy” za jedyne jedno euro od osoby i biegniemy do kościółka. Jest za pięć siódma. Uff, zdążyliśmy. Niestety – przysłowiowo pocałowaliśmy klamkę 🙁 – ksiądz był dzisiaj wcześniej, a że nie było nikogo chętnego do modlitwy – pojechał z powrotem w siną dal.Niepocieszeni wracamy do hotelu.

Tak przy okazji, na Ikarii jest jeden taki ksiądz, który przychodzi do ludzi do domów kiedy jeszcze śpią – nikt tutaj nie zamyka drzwi – zaparza im kawę i ich budzi, bo chce z nimi sobie porozmawiać 😀 zazwyczaj jest to około piątej rano 😀 .

Wieczór upłynął nam spokojnie, jak to na Ikarii 😀 – żadnych uniesień, w restauracjach i pubach – takowe też są na skwerze – ludzie tam ze sobą ROZMAWIAJĄ, nikt nie siedzi ze smartfonem w ręku, mnóstwo starszych osób – pewnie, jak na tę wyspę to młodzieniaszków 😉 . Po prostu – inny świat, jakby wynalazki XXI wieku tutaj nie dotarły. Wróciliśmy do hotelu obiecując sobie, że MUSIMY zdobyć samochód.

Rano obiecanego samochodu nie było, taksówek ani autobusów też nie. No cóż. Poszliśmy na plażę obok pomnika o dziwnie brzmiącej nazwie “myśl” i jeszcze dziwniejszym wyglądzie 😀 – słowem – prawdziwe wakacje – oczywiście tylko dla części ekipy, dyrektor muzeum poszedł do pracy – to tak, dla ścisłości.

Pomnik wygląda tak:

20160818_085219_resized
20160818_085238_resized-1

Nieco zrezygnowani, udaliśmy się na lunch i obowiązkową sjestę – przy okazji padło takie zdanie:

– jak ja nienawidzę tych reklam z vodafonu (sieć telefoniczna). Ciągle coś przysyłają niepotrzebnego – mówi do mnie Grek.

Nie bardzo rozumiejąc, czym dokładnie jest problem, mówię nieświadoma swojej niewiedzy na temat stylu życia w Grecji – no ale przecież wystarczy wykasować i po kłopocie, nie musisz przecież tego czytać.

– no niby tak, ale oni PRZYSYŁAJĄ TE SMSY NAWET W CZASIE SJESTY! no tak, co kraj to obyczaj 😀 😀 😀

Około 17.30 budzi nas telefon – jest samochód! jako jedyna posiadająca prawo jazdy biegnę szczęśliwa do wypożyczalni i wracam z aftokinito (samochód) . Dyrektor po sjeście wraca do muzeum – o dwudziestej otwierają noc muzeów – a my jedziemy na pierwszą z serii wycieczek. Najbliżej jest … źródło nieśmiertelności w Xilosirtis. Wg legendy, Kinani, siostra Aleksandra Wielkiego znalazła to miejsce i w chwili, kiedy on już leżał na łożu śmierci, podała mu zmieszaną wodę życia z winem. Niestety, Aleksander Wielki dostrzegł ten manewr i powiedział, że nie chce wody, tylko wino. Wypił więc czyste wino, a zmieszane z wodą życia wypiła Kinani. Aleksander, jej ukochany brat umarł, a ona stała się nieśmiertelna. Z rozpaczy po śmierci brata rzuciła się w otchłań morza ze skały, lecz łaskawy Posejdon przemienił ją w syrenę.

Do dziś krąży legenda wśród marynarzy na morzach mówiąca, że jeśli jest sztorm, to Kinani jest smutna i płacze. Czasami pokazuje się też marynarzom i pyta:

– czy widzieliście mojego brata, Aleksandra Wielkiego? 

Doświadczeni marynarze wiedzą, że należy odpowiedzieć, że tak, oczywiście i że wszystko u niego w porządku. Wówczas Kinani uspokaja morze, a oni bezpiecznie wracają do swoich domów.

20160818_184528_resized

 

Ikaria widziana z pozycji samochodu okazała się piękna, tajemnicza i – co ważne – nieodkryta dla innych. Jest tutaj wiele zakamarków, gdzie ukryte są przecudne kościoły z freskami z XVI, XVII i XVIII wieku. O nich, a także o muzeach napiszę osobno.

Teraz tylko jeszcze trzeba wspomnieć o plaży Seychelle – bardziej swojsko Seszele – oraz Nas – cudnym miejscu położonym na północnym zachodzie wyspy, na skraju stanowiska archeologicznego. Oceńcie zresztą sami.

 

20160819_113924_resized

Nas

Seychelle – możecie się tam dostać dojeżdżając do Magganitis – taksówka ze stolicy wyspy to 40 euro w jedną stronę, a następnie stateczkiem za 7 euro w obie strony do plaży. Odważni mogą też zejść kanionem z drogi powyżej – my zeszliśmy i przypłaciliśmy to kilkoma zadrapaniami na nogach 😉 .

20160819_174417_resized
20160819_174656_resized
20160819_175219_resized
20160819_175223_resized

 

 

Website is Protected by WordPress Protection from eDarpan.com.